Shop Mobile More Submit  Join Login
Kochany Boże,
Najukochańszy Tatulo,
wysłuchaj mnie,
proszę. 
Jeżeli widzisz mnie
możesz się zastanawiać
dlaczego tak drżę?
Dlaczego tak mocno trzymam ręce w modlitwie?
Dlaczego ledwo już mówię?
Dlaczego mój głos tak często się urywa?
Ledwo wychodzi 
z zaciśniętego gardła
pod które serce,
a raczej kawałki jego,
wstąpiło,
a nie słyszę już chyba nic
z wyjątkiem jego bicia ichniejszych pozostałości. 
Swoją wiarę widzę w Tobie
jednakże czuję,
że nic nie może popchnąć go w moją stronę
i związać stale
by mnie kochał
jak Cię najuboższy sługa,
który przecie tyle daje
z tego co posiada. 
Chociaż naiwną żem była 
i wierzyła
w co innego
w inny kres takich zdarzeń.
I za to pragnę przeprosić nie tylko Ciebie,
ale i jego.
Za to, jak bardzo go pokochałam
za to, jak bardzo umiłowałam,
a chociaż cierpiałam wielce
nie potrafiłam żyć 
z faktem
że porzuciłam go
a nie on mię.
Nie chcę mu się narzucać,
ale,
proszę cię o to, 
aby on był kiedyś jeszcze moim drogim przyjacielem,
żebym wiedziała,
że mogę się chociaż tylko do niego uśmiechnąć.
Jednak, jeżeli to jest niemożliwym
to proszę cię,
o to, 
o główny cel dzisiejszej modlitwy,
o szczęście
i uśmiech
na rozradowanej twarzy jego.
Szczęście niech zostanie jego przyjaciółką,
niech go pokocha
z całego serca
i nie puszcza, 
nie zostawia,
niech on będzie
istocie szczęścia
oczkiem w głowie.
Weź go pod swoją opiekę
naprowadź go na Siebie
bo tyś jest szczęściem
człeka wierzącego.
Mi daj tylko odpoczynek,
spokój.
Jestem zmęczona.
Czuwaj nade mną
i także nad nim,
o co Cię tak śmiem ubłagać.
O nic więcej Cię dziś nie proszę.
To chyba niewiele, prawda?
Chwała Tobie, 
Ojcze,
Tato,
Tatulu.
Bądź pochwalony na wieki wieków.
Amen.
Ma ktoś może konto na instagramie? :> 
Może wy, single, nie cierpicie tego święta, co z tego. >:C Ja je od dzisiaj wprost kocham. Czemuż? Bo chłopak napisał mi wierszyk. :heart: Nie za bardzo go pamiętam, był krótki, a zaczynał się od słów "Serce Moje!", czy jakoś tak... :heart:
A wy- jak spędziliście walentynki? C:
 
Życzę wszystkim wszystkiego najpiękniejszego z okazji walentynek. c:
Dla zajętych:
Życzę wam dużo szczęscia i miłości w związku oraz tego, abyście byli ze sobą nie tylko na dobre, jak i na złe. Bądźcie razem i cieszcie się z tego, że siebie macie. Dożycia razem do starości, aż po grób.
Dla singli:
Życzę wam tego, abyście następne walentynki spędzili z kimś, kogo kochacie, albo kochać będzieice (xd). Życzę wam wogóle szczęścia, a jakbyście chcieli pogadać drugą osobą, co do niej czujecie, śmiało. Spróbujcie chociaż. :)
***
Pamiętajcie, że kochać to znaczy być wrażliwym. :)
 
 
PS.
Pozdro dla wszystkich singli. xd
Od kochanej szister. :iconkompulu:
Opisz siebie w 10 słowach :
-Brzydka.
-Czasem statoświecka.
-Niepewna.
-Przyjacielska.
-Pomocna.
-Leniwa.
-Czasem mhroczna.
-Niecierpliwa.
-Nieśmiała.
 
10 Faktów:
-Kocham poniedziałki.
-W moim związku rzadko jest fajnie, bo on zawsze musi coś spierdolić.
-Boję się tegorocznych walentynek. D:
-Jestem dobra z matmy, nawet. :D
-Koffam Grumpy Cata.
-Przeprowadziłam się.
-Mam facebooka.
-Jestem (ciemną) blondynką. :c
-Mocno się zacofałam w nauce. ;/
-Mam rodzeństwo. :icontwifaceplz:
 
Tagguję:
NIKOGO, SZEMKA AŻ TAK WIELKICH ZASZCZYTÓW NIE ROBI, FEFEFEFEFEFEFEFEEEE. >:C

 

 

 

Od :iconnepook:

Skomentuj, a ja:


1. Powiem ci coś czego się nauczyłam przez 13 sekund patrzenia na twoje dA.
2. Powiem ci kolor, który mi ciebie przypomina.
3. Powiem ci pierwsze wspomnienie ciebie.
4. Powiem ci postać z filmu lub gry, która przypomina mi ciebie.
5. Zadam ci pytanie, na które musisz odpowiedzieć.
6. Powiem ci coś, co w Tobie lubię.
7. Nadam ci nick.
8. Powiem ci, jaki obiekt jest po mojej lewej stronie.
9. Sprowokuję cię do umieszczenia tego tu w twoim journalu.

Ostatnio się zastanawiam, czy zmienić małe "co nieco" w wyglądzie Shemore?
A mianowicie: chciałabym dać jej jakieś bandaże na łapy (ciemno-czerwone, a co) i dać jej ciemno-czerwoną grzywę, jak ma Kompulu. Chciałabym bardziej podkreślić, że są siostrami.
 
Co wy na to?  
Od :iconnepook:
Zasady zabawy:
1. Pierwsze dziesięć osób, które zgłosi się pod tym journalem, weźmie w niej udział
2. Od każdego uczestnika wybieram jeden rysunek i krótko coś o nim piszę (wy nie zgłaszacie rysunków, ja je wybieram)
3. Jeżeli się zgłosisz, musisz sam wstawić to do swojego journala, żeby inni mogli brać udział

1. Maiś.

Cat by Nepook

Ten obrazek jest jednym z najładniejszych... E, co ja pierdylę. Najpiękniejszy on jest!
Cienie, design oraz proporcje są genialne. Ma to nawet... Swój jakiśtam kilimat. Świetnie pokazałaś swój styl, Majeczko! C;


2. Czajnig.

:thumb342964935:

MYSZKĄ? SPEEDPAITING!?!?!
Wybrałam takowy obrazek uśmiechającej się królowej stada ZL. Lekki uśmieszek, tło, cienie, a zwłaszcza futerko dały swoje w tym obrazku.
I'd like to draw something and I have an idea- a promotion!
Yes, I had an idea to commissions...In a new, cheaper price! But I have one term- It's only to end of March! Alternatively  I to prolong the deadline to end of April.
The next opportunity can repeart onself in the holiday! And- you say, for what price! (Alternatively I alter something)

Remaining rules in the table of comissions!

Chciałabym narysować coś i mam pomysł-PROMOCJA!
Tak, miałam pomysł do komiszów ... W nowej, niższej cenie! Ale mam jeden termin-To tylko do końca marca! Ewentualnie mogę przedłużyć termin do końca kwietnia.
Następna okazja może powtórzyć w wakacje! I-mówisz, za jaką cenę! (Ewentualnie mogę coś zmienić)

Pozostałe zasady w tabeli komiszy!


Co wy na to? >3

//Chcę zarobić parę pointsów i nabić pracek, bo zbieram punkty na jakieś płatne rysunki, a nie mam ani jednego punkta... A coś mam mało, by wstawiać na avki, bądź sygny, więc potrzebuję!//
EN
Work at your command doing when I have time, and you always have to wait a bit. Immediately with the addition of points write the details of his character. Here is pricing:

Head "cute" style (sketch)- 7 :points:
Head "cute" style (sketch witch backround)- 10 :points:
Head "cute" style- (computer version)- 15 :points:
Head "cute" style (comp. witch backround)- 20 :points:
Head "cute" style (comp. shading)- 20 :points:
Head "cute" style (comp., shading, backround)- 35 :points:
Head TLK style (sketch) - 25 :points:
Head in a realistic style (sketch) - 30 :points:
The whole body TLK style (sketch) - 40 :points:
TLK-style head (on your computer, without shading) - 45 :points:
TLK-style head (on your computer, with shading) - 55 :points:
Head in a realistic style (on your computer, without shading) - 50 :points:
Whole body in the style of KL (with shading) - 65 :points:
Sketch of the head in the style of TLK (the background) - 65 :points:
Sketch of the head in a realistic style (with background) - 125 :points:
Sketch of the whole body in the style of TLK (the background) - 70 :points:
TLK-style head (with the background and the shading on the computer) - 100 :points:
Head in a realistic style (with the background shading on the computer) -175 :points:
The whole body TLK style (with shading, background on a computer) - 150 :points:

WARNING!
I make only lions!

---------------------------------------------------------------------------------------


PL


Prace na wasze polecenie wykonuję wtedy, kiedy mam czas, a zawsze musisz trochę poczekać. Od razu z dodaniem punktów napisz szczegóły swej postaci. A oto cennik:

Głowa w "cute"'owatym stylu (sketch)- 7 :points:
Głowa w "cute"'owatym stylu (sketch witch backround)- 10 :points:
Głowa w "cute"'owatym stylu- (computer version)- 15 :points:
Głowa w "cute"'owatym stylu (comp. witch backround)- 20 :points:
Głowa w "cute"'owatym stylu(comp. shading)- 20 :points:
Głowa w "cute"'owatym stylu (comp., shading, backround)- 35 :points:
Głowa w stylu TLK(szkic) – 25 :points:
Głowa w stylu realistycznym (szkic)- 30 :points:
Całe ciało w stylu TLK(szkic)- 40  :points:
Głowa w stylu TLK( na komputerze, bez cieniowania)- 45 :points:
Głowa w stylu TLK( na komputerze, z cieniowaniem)- 55 :points:
Głowa w stylu realistycznym ( na komputerze, bez cieniowania)- 50 :points:
Całe ciało w stylu KL(z cieniowaniem)- 65 :points:
Szkic głowy w stylu TLK (z tłem)- 65 :points:
Szkic głowy w stylu realistycznym(z tłem)- 125 :points:
Szkic całego ciała w stylu TLK ( z tłem)- 70  :points:
Głowa w stylu TLK ( z tłem i cieniowaniem na komputerze)- 100 :points:
Głowa w stylu realistycznym (z tłem, cieniowaniem na komputerze)-175 :points:
Całe ciało w stylu TLK(z cieniowaniem, na komputerze z tłem)- 150  :points:

UWAGA!!!
Wykonuję tylko i wyłącznie lwy!






P.S.
You haven't got a points? Draw something to me, and wrote that you want to figure the same as you did for me. (KL style, background, shading, etc.)  



//Nie dotyczy niespodzianek >3 //
Anglia. Zimowe ulice Londynu na przełomie VIII i IX wieku. Gwar na tej ulicy zwanej Wallstreet . Kamienna dróżka była zdobiona samochodami  i bryczkami. Liczne budynki były odwiedzane dość często. Były w licznych sklepikach towary z wyższej półki. Każdy wychodził zadowolony z tej ulicy. To jeszcze nie koniec… Były tutaj dwa kina, niepoliczalna ilość sklepików, butików, bloków mieszkalnych, jak i zwykłych domów. Ludzie zazwyczaj mieli różne charaktery. Stan ich majątku był także bardzo różny. Wallstreet cieszyła się dobrą sławą. Miała dużo miłych zakątków. Ale były też i te ciemniejsze zakątki…

Nie każdemu się wiodło tu zbyt miło. Takim przykładem była pewna osoba żyjąca w bardzo ciemnym kącie, pomiędzy sklepem z pieczywem, a blokiem mieszkalnym. Większość mieszkańców nie chciała wchodzić w wolną przestrzeń między sklepem a mieszkaniami. Nie odważyli się, bo ta większość to tchórze. Myśleli, że tam jest nicość… Ale gdyby się przyjrzeli zobaczyliby beczki, pamiętnik, koce, noże, miecze, łuki, skóry zwierząt  i inne różne graty. Pomiędzy dwoma z wielu beczek zobaczyliby też pewną białą, chudawą osobę. Osoba ta nazywała się Jack Warleton.  Nie należał do osób bogatych, wręcz przeciwnie- nie miał ani grosza. Wysoki, trzynastoletni Jack był bardzo chudy, o czym już mówiłam. Mniej więcej sama skóra i szkielet. Barki miał umięśnione, ręce także, ale nie za bardzo.  Miał prawie białą, lekko szorstką skórę. Gęsta, czarna, roztrzepana czupryna Jack'a pasowała do jego zielonych oczu. Co do twarzy, miło się na nią patrzyło. W tym akurat można było go określić jako księcia z bajki. Spojrzenie miał pożyteczne i miłe. Co do ubioru można trochę mało powiedzieć. Nie nosił butów, ani koszuli. Jedyne co na sobie miał to czarne, lekko podarte spodnie nie dosięgające mu do kolan. Co do charakteru Warleton'a można było uznać, że Jack był w miarę dobrym człowiekiem. Był miły, życzliwy, pomocny, uprzejmy, kulturalny i… chytry. Tak, dokładnie! Miał szybkie rozwiązanie na wszystko w każdym problemie.
Co do zwyczajów zawsze kochał pływać. Bardzo często chodził do pobliskiego lasu, gdzie był ładny, błękitny strumyk z czystą wodą. Uwielbiał zapach lasu. Chodzenie na grzyby było jego ulubionym zajęciem. Ogółem – las był dla niego życiową symfonią. Odnajdywał tam spokój i harmonię. Był dla niego źródłem życia… Ale i tak czy tak-mieszkał w swej durnej, chłodnej kryjówce, bo wiedział, że w lesie może mu się stać krzywda. A jaka była historia Jack'a? Skąd był? Już wam mówię…
Jack od zawsze pochodził z Wallstreet. Jako mały chłopiec wszystko mu się udawało. Pochodził z bogatej rodziny, ale mało znanej. Był kochany przez rodziców, ale nie był rozpuszczany. Od początku swego żywota był przygotowywany na funkcję żołnierza. Był kształcony w najlepszych szkołach. Jego matka, która się zwała Taisha, zajmowała się domem- to po niej odziedziczył krucze włosy. Od zawsze dbała o naszego bohatera. Ojciec zwał się William i był żołnierzem. Ta funkcja była dziedziczna. Jack prawie nie znał czterdziestoletniego  ojca. Bardzo rzadko go widywał. Wszystkich to smuciło… Barwne życie syna państwa Warleton było w jednym tygodniu zmienione na zawsze -  W pierwszy dzień tegoż właśnie tygodnia trzydiestoośmioletnia    Taisha Warleton otrzymała telegram, który wstrząsnął ją i jej syna – zamordowano jej męża. Zaczęła się żałoba. Pogrążeni w smutku postanowili, iż pogrzeb będzie za dwa dni. Tak się też stało… Minęło kilka dni od tragedii, a siedmioletniego w tamtych czasach syna nieboszczyka czekała kolejna przykra niespodzianka – jego matka zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Ech… To był już wielki cios dla Jack'a. Ale zza życia Warlenton'owie mieli już plan- oddają syna pod opiekę dziadkowi ze strony ojca Christianowi. Jack od zawsze wielbił swojego dziadka. Był dla niego ostatnią nadzieją. W maleńkim domku dziadka było dość przyjemnie. Jego głęboki, ciepły i czuły głos  aż zmuszał siedmiolatka do słuchania opowiadań. Mały wnuczek zastąpił mężczyźnie zmarłą żonę. Lata spędzone u dziadka Jack'a każdy wspominałby bardzo miło. W końcu Jack potrafił już przetrwać sam, ale staruszek nie zostawił jeszcze chłopca… Miał dopiero wtedy dziesięć lat! Ale i tak czy tak dziadek zaginął w tak samo tajemniczych okolicznościach jak matka jego wnuka. Christian liczył sobie wtedy siedemdziesiąt sześć lat. Od wtedy nasz bohater tak żył jak i teraz…
Jeżeli chcecie użyć moich rysónków na Avy, blogi itd pozwalam na to! Jeżeli avatar, wystarczy wpisać o tym w sygnaturce ;)
Rozdział VI

Nastał ranek na Gaju Bezlistnych drzew, lecz nie było tam słońca. Vitani myślała co ma zrobić. Do głowy przybywały jej pomysły.  Wybrała jeden. Poszła na lwia ziemię i obserwowała lwiątka, ale nikt jej nie widział. Tymczasem u lwioziemców, lwiątka już wstały. Pobiegły daleko. Żaden z dorosłych lwów ich nie widział. BYli w wysokich trawac poza Lwią Skałą.
-Jestem genialny!-powiedział Aloko z dumą wypinając pierś.
Pozostałe lwiątka przewróciły oczami.
-Nie myśl, że zawsze jesteś genialny, Aloko-powiedział Kali-Dostałem przez ciebie burę, głupku.
-Głupek!-wrzasnął Aloko
-Sam jesteś głupi!-odezwał się Kali-Nie myśl, że jesteś ideałem. NIe ma takich.
-Już to widzę-po powiedzeniu tego Aloko skaczył na Kalego.
Lwiątka turlały się i drapały. Przeszkodziła im Sandrea.
-Przestańcie!-krzyknęła Sandrea.
Każdy zdziwił się, gdyż ze strony Sandrey, był to wielki wyczyn. Była ona zazwyczaj delikatna.
-Niech Ci będzie...-marusził przyszły król
W wysokich trawach chowała sie Vitani, ale nikt o tym nie wiedział. Do jednej pory- Vitani skoczyła na lwiątka, lecz nie do konca bo pojawił sie Kovu. Mocno zaatakował siostre. Drapali sie i gryzli. W końcu Vitani upadła na ziemie, a Kovu przytrzymał ją.
-Jak śmiałaś!-krzyknął król
-Normalnie! Gdybyś nas nie wygnał nie byłoby tak!
-Zamknij się, Vitani! A teraz idź!
Vitani odzeszła. Widział to Kopa, lecz nie chciał pomuc Vitani, bo zakazał jej używać tego planu.
Rozdział V


Gdy Aloko był zdrowy, poszedł rozmawiać z rodzeństwem i kolegami. Przy nich była Kiara i jej przyjaciółka, matka Shetani, Kody i Neli. Aloko szepcze na ucho Neli, Kodzie i Shetani
- Chcecie pójść w fajne miejsce?
-Tak!-odpowiedzieli chórem.
Usłyszała to Kiara.
-A gdzie to jest, Aloko?
-Eee...-po 'powiedzeniu' tego odwrócił sie do mamy- Przy łące. Możemy pójść?
-Łąka? A co tam takiego ciekawego?-spytała Nela
Aloko podsunął sie do Neli
-Dowiesz się ja dojdziemy!-szepnął Aloko.
-Mamo, możemy pójść z Aloko-Spytał Koda.
-A co Ty na to, Kiara? Pozwolisz im?
-Zgadzam się-powiedziała królowa.
Lwiątka pobiegły radośnie, ale przerwała im Kiara.
-Jeżeli Zazu pójdzie z wami.
-Co?-powiedziała Sandrea
-Zazu?-powiedziałą Shetani.
Byli blisko łąki.  Lwiątka myślały jak pozbyć się Zazu.
-Dokąd my naprawdę idziemy?-spytała Sandrea
-Na Gaj bezlistnych drzew-szepnął Aloko.
-Żeby nie było na mnie, jak zawsze!-powiedział Kali
-A Ty tylko o sobie!-mówił Aloko
-Trzeba do pozbyć!-powiedział Koda-myślę nad tym...
-Ale jak? -Zapytała Nela
Gdy lwiątka obróciły się w prawą stronę, Aloko i Kalego nie było przy nich. Nagle wychylił sie Kali.
-CHODŹCIE TUTAJ!!-szepnął młodszy książę
Lwiątka poszły w stronę Gaju bezlistnych drzew. Zazu późno zauważył, że lwiątek nie ma. Były już wtegy na Gaju Bezlistnych Drzew.
-Jesteśmy!-powiedział Aloko-Jestem genialny!
-Nie myśl, że jesteś najlepszy, z nas! Ja to wymyśliłem!
-Niech Ci będzie!
Chodzili po Gaju, aż zauważyli podchodzące do nich trzy likaony-  Kolosa, Dakir i Kato.
-Kogo my tu mamy?-Zapytała Kolosa-INTRUZI!!!
-Potwierdzam, Koloso. A Ty Kato?
-Hahi, Hahi, hahahahahahahaha!-likaon zaśmiał się
-Które bierzesz, Dakir? Ja biorę tego żóltego, z brązową grzywką i tą małą brązową z kropeczkami pod prawym okiem-samica likaona wskazała na Aloko i Shetani.
Wtem przyleciał zazu.
-O! Mamy nowego intruza!-powiedział Dakir-A co do wyboru... biorę pomarańczowego i tą drugą brązową, tą z niebieskimi oczami.-wskazuje na Kalego i Nelę.
-No to Kato, masz  resztę lwiątek, a ptakiem sie podzielimy!-powiedziała Kolosa
Kato pokazywał, że lwiątka uciekają. Zauważył to tylko Dakir.
-A zamawiałaś to na wyson, bo ja nie?-spytał  Dakir.'
-Ja też nie, a co?-zapytała Kolosa.
-BO SIĘ TO WYNOSI!!!!-krzyknął Dakir.
Lwiątka uciekały, a likaony ich goniły. Gdy lwiątka wspinały się po górce z martwych roślin, Sandrea i Nela spadały, myśląc, że nikt im  nie pomoże, ale zauważył to Kali. Podał im łapę one weszły i gy Dakir mial skoczyć na Nelę, Kali zadrapał go tak mogno, że upadł na ziemię. Lwiątka uciekały nadal, ale nic to nie przyniosło. Tylko jedno zauważyły- ścianę skalną zagradzającą im przejście.
-Tutaj, lwiateczka, kici kici-mowił Dakir
Kali zdobył się na odwagę. Próbował zaryczeć, ale było słychać tylko jedno:
-RAAAAWR!!!!-'ryknął' Kali
-Jeszcze raz! Dalej!-zachęcała Kolosa.
Zamiast małego ryku, wydobył sie wielki ryk, a był to ryk Kovu. Rozdrapywał likaony, a potem poskładał je.
-MILCZEĆ!-krzyknął Kovu-jak śmieliście ich ruszać, a zwłaszcza mojego syna!
Nagle pojawiła się Kiara z mamą Kody, Neli i Shetani.
-Masz więcej niż jednego syna!-krzyknęła królowa.
Lew odwrócił sie gwałtownie do lwicy.
-ZAMKNIJ SIĘ! CHODZIŁO MI O ALOKO! RESZTA NIE JEST WAZNA!!!
Kiara rozpłakała się.
-Nie myśl tylko o nim!
Powiedziała łkając i pobiegła na Lwią Skałę.
-PRZEJĆMY DO RZECZY!-krzyknął Kovu.- Zmykajcie się stąd i żeaym was już nie widział!
Liakony pobiegły. Kovu wpuścił na grzbiet Aloko i Sandreę, ale Kalego nie puścił. Tak popęłniła też matka Kody, Neli i Shetani, lecz wpuściła wszystkie lwiątka. Poszli. W kawałku drogi na łące, Kovu poprosił Zazu, aby odprowadził wszystkich, oprócz Kalego. Lew i lwiątko byli sami.
-Kali! Czemu tak postąpiłeś!
-To nie był  mój pomysł! Aloko na to wpadł!
-Nie wierze ci! Aloko, ledwo co się trzyma na łapach, a ty go tam zabierasz?
-Tato, ja...
Kovu chciał zrobić Kalemu bliznę, ale lewk przykucnął, a potem pobiegł na Lwią Skale do Lwiej groty. Tam spał, ale Kovu go nie widzał. Miał sen, że go opuszczą i zginie,
Rozdział IV

Po wygnaniu Kopy i Vitani, Rafiki podszedł do Aloko i nasmarował maścia rany, zadane przez Kopę.
-Przez jakiś czas, nie możesz wychodzić z Lwiej Groty. Niedługo, ta maść uleczy Ci te rany i ich nie będzie.
-Dobrze...
Kovu wziął w pysk Aloko i poszli do Lwiej groty, ale Sandrea i Kali poszli do swoich kolegów.
-Ale Aloko dostał-powiedzał Koda.
-Tak-Powiedziała Sandrea.
Na Gaju bazlistnych drzew...
-Musiał nas wygnać?-mowił Kopa
-Niestety, ale gdyby nie Kali, bylibyśmy teraz na Lwiej Ziemi.-odpowiedział mu Vitani
-Ech, ten głupi malec!
-Ale Sandrea poszła po Kiare i Kovu.
-Tak, ale siedziała by bez ruchu i nic by nie zrobiła, ale ten Kali... Ten głupek mysiał jej rozkazać!
-Tak. Ta mała, też nie ma mózgu.
-Niestety. Ten mlec na pewno nie dożyje dorosłości, jak jego rodzeństwo.
Za suchymi krzewami i połamanymi drzewami, stały trzy likaony.
- A kogo my tu mamy...-powiedziała jedna z trzech ikaonów-była to samica
-Chwileczke, kogoś mi przypominasz... Czy Ty nie jestes Kopa?-powiedział brat Samicy
-Tak. To ja.
-Jak tak, to wymień nasze imona?
-Dobrze. Ty jesteś Kolosa, twój brat to Dakir, a ten likaon...-popatrzył na likaona, któremy ślina płynęła z pyska.-Ty jesteś Kato.
-Wię to jednak Ty Kopa... LIKAONY!!! KOPA WRÓCIŁ!!!
Zjawiła sie wielka armia likaonów, ktróra kłaniała się przed Kopą i Vitani.
-Skąd ich znasz?-zapytała Vitani
- Tu się wychowywałem, po tym, jak Zira mnie prawie na śmierć
-Dobrze, więc...-powiedziała Vitani, ale przerwała jej Kolosa.
-Chodźmy do tej groty! Tam jest więcej likaonów i jak ciebie zobacza, będzie im lepiej w duszy!
Poszli do groty. Grota, była wielka. I to jak.  Likaony wiwatowały, na cześć Kopy.
-Więc, dla czego tu jesteś?-spytał sie Dakir
-Wygnali mnie.
-To ty nie jesteś królem?-powiedziała Kolosa.
-Miałem nim być, ale Kovu jest królem...-powiedział i lew opyścił łeb w dół- Ale nie na długo...- i podniusł łeb, oraz uśmiechnął sie ukradkiem, jakby coś planował. Likaony i Vitani czekali na odpowiedź. (zaczyna sie piosenka i moment zanim Kopa powiedział pierwsze słowa piosenki, zwierzęta czekają z nierciepliwością. Kopa śpewa)
-Kiedyś mi mówili, że królem będę ja, jednak nie jest tak, jak chciałem ja.  Okłamywali mnie, przez całe moje życie!
Myślałem, że będę kimś, i że będę pięknie żyć, lecz niestety, NIE JEST TAK CHCIAŁEM JAAAA!!!!

Lecz od jutra nie będzie takich słów! Będę cieszyć się znów! Będę rządzić, tak jak mi się chce! (tą scenkę darujemy sobie, gdzie Skaza mówi 'otaczają mnie kretyni) I nikt NIE PRZESZKODZI MI!!! Mówię wam, że nie pokona mnie nikt! Jestem prawdziwy królem i będę władać, władać wiecznie! Będę wielki, mówię wam, i NIKT, nie pędzie się u mnie pysznił! Rozumiecie już! Władzę sprawuję JA! I robić będę wiele…Żeby królestwo było moje!
//chodzą likaony//
I nie będziecie musieli mieszkać tu, lecz na Lwiej Ziemi znów! I nikt nie przeszkodzi wam! Za sobą będą nasze chwile tu, a życie tam stoczy się znów! I będę królem ja, tylko ja! Nikt nie przeszkodzi mi! Oj, mówię wam! Nastanie mój czas! Będę robić wiele złych rzeczy, a oni będą trupem! Ja! Więc! Ja będę żyyyć, dlaaaa mojego królestwa, i zabiję ich i to moja praca! Więc!  Będę żyć ile mi się chceeee!!!! Hahahahaha!!!/zły śmiech Kopy// //Oczywiście skała na której jest Kopa, podnosi się wysoko// //jest to pokazane w tej piosence do 2: 44 www.youtube.com/watch?v=lpoqDV… //
Rozdział III

Każy cieszył się z powrotu Kopy. Lecz pytanie Kopy, coś zmieniło.
-Kiedy koronacja?-spytał Kopa myśląc, ze Simba jest królem.
Simba z Nalą posmutnieli.
-Przykro mi, ale....-powidział Simba
-Ale?-powiedział Kopa czekając na odpowiedź.
-Królem jest Kovu.- Powiedział Simba z ulgą- Myśleliśmy, ze nie żyjesz, więc Kiarę wybraliśmy na następczynię tronu.
Kopa posmutniał i poszedł.
- Myślałem, że on nie żyje...-powiedział Simba.
W tym czasie, Sandrea, Kali i Aloko wybrali się do swych przyjaciół: brązowej Neli, która była 'brązowa Nalą', Brązowej Shetani, 'brązowej Ziry' i Kody, lwiątka podobnego do Kopy. Nela brała kąpiel, a jej rodzeństwo (Shetani i Koda), czekali na nią. Kisiężniczka i dwoje ksiąząt podeszli do swoich przyjaciół.
-Cześ Nela!-powiedział Kali
-Hej Kali, pogadamy później, bo właśnie biorę kąpiel!
Na przeciwko matki Neli, spała Kiara, która właśnie wstała.
-Dobrze was widzieć.-po powiedzeniu tego, wzięła w pyszczek Aloko i posadziła go na swoich łapach i zaczeła go myć.
-Mamo!
-Ach, Aloko.
Kiara polizała grzywkę Aloko.
-Mamo! Musiałaś potargać mi mą grzywkę?
Widząc grzywkę brata, Kali roześmiał sie
-Hahahaha!!!! Aloko!!!-śmiał sie Kali
-Zaraz dostaniesz!-po powiedzeniu tego, rzucił sie na Kalego z wielką wściekłością. Walczyli krótko, bo przerwała im matka.
-Przeproście się!
Lwiątka przeprosiły się z nie chęcią.
-Może potem sie pobawimy?-zapytała Sandrea
-Tak!-powiedział Koda.
Sandrea, Aloko i Kali pobiegli do lwiej groty i zaczęły się bawić w berka w lwiej grocie. W starej jaskini Skazy, (tam gdzie był Skaza po piosence ' krą życia') był Kopa z Vitani.
-Czemu musiało mi sie to przydażyć!- mówił wściekły Kopa- Jak?
-Przykro mi...-mówiła Vitani-Przykro...
Kopie przypomniał się moment, jak Zira chciała go zabić.
-No właśnie, że NIE!HAHAHAHA!!!!!!
Bo zabawie lwiatek, następcy tronu poszli do wujka. Tam mieli przykrą niespodziankę.
- Cześć wujk...-Aloko nie dokończył, bo Kopa walnał go mocno.
Kali rzzucił sie na Vitani i Kopę, chcąc pomóc bratu. Oderwał Vitani malenki kawałek prawego  ucha , Kopie oderwał ogromny kawał ucha, na prawym uchu, a mniejszy kawałek na lewym.
-Sandrea! Zawołaj mamę i tatę!-zołał Kali walcząc.
Sandrea tak popełniła. Gdy zjawił sie Kovu z Kiarą, Simbą i Nalą, król zaryczał donośnie.
-Chciałeś zabić Aloko, Kopa!?!?! Grrr....
-Grrrr-zawarczał Kopa
-Jednak nie powinneś tu byc! Nie długo spotkamy sie przy miejscu ogłaszania wynań i innych rzeczy.
Po jakimś czasie zjawili się tu.
-Kopa i Vitani-powiedział Kovu- Nie wiedziałem, ze możecie tak postąpić. Chcąc zabić moje dzieci? Kopa-zasłużyłeś na to!
biegli-A Vitani?-spytał Kopa.
-Ona Ci pomagała, więc ona do ciebie dołączy. A teraz wydam ostateczny wyrok. Idź na Gaj bezlistnych drzew. Więc nastepuję powiedzić ostateczne zdanie- WYGANIE!!!
Kopa i Vitani biegli , a zwierzęta, chciały im coś zrobić. Rzucały kamieniami i kąsały. Kopa i Vitani pobiegli na Gaj Bezlistnych drzew. Aloko dowiedział się- to ciemne miejsce- to ten suchy, stary i niebezbieczny Gaj Bezlistnych drzew.
Rozdział II

Czas mijał z każdą sekundą, a nim otworzyło się oczy, lwiatka nie były już małe, lecz duże! Rafiki właśnie malował je na swoim drzewie.
- Ach, Aloko. Miejmy nadzieję, ze będziesz wielkim królem...- mówił pawian malując przyszłego króla.
- Sandreo- mówił Rafiki- Miejmy nadzieję, że będziesz pomagać swemu bratu.-mówił rysując małą księżniczkę
Pawian z nie chęcią rysował Kalego mówiąc:
-Kali... Niechaj każda gwiazda Ci powiada- badź dzielny i dobry.-mówił Rafiki malując Kalego. Potem zwrócił się do Mufasy, gdzy przestał rysować lwiątka, wspominając złą burzę tymi słowami:
-Oh Mufaso... Niech nic takiego sie nie powtórzy...
- Czy myślisz, ze on może być sobowtórem mojego brata?-odezwał sie głeboki głos z nieba.
- Mufasa!?!
-Tak. To ja nie widzisz mnie. Martwię się o Kalego.
- Oby nic złego nie czynił. Ta borza nie zapowiada dobrego...
-Niestety, lecz-tak...-po powiedzeniu tego duch się nie odezwał.
-Żegnaj Mufaso....
Wreszcie nastał ranek. Kovu budził Aloko, aby ten się obudził na pierwszą lekcję.
-Wstawaj Aloko. Pokazę Ci nasze królestwo!-odezwał się król Kovu.
- Tato, muszę?-marudził Aloko.
- Jeśli chcesz być madrym królem to tak!
Od tych słów Aloko szybko wstał. Kovu zaniósł go na szczyt Lwiej Skały.
- To co opromienia słońce, to nasze królestwo.
-Naprawdę? WOW!!!
-Panowanie Aloko jest jak słonce...
- Wschodzi i zachodzi?
-Tak, Aloko. Skąd o tym wiedziałeś.
-Dziadek mi mówił.
-Dziadek Simba?
-Tak. Dziadek Simba.
Aloko spostrzegł ciemne miejsce, na którym było kiedyś Cmentarzysko Słoni.
-A to takie ciemne?
-TO nie należy do nas Aloko.
-Jedno z lwiatek kryło sie za kamieniem, ale Kovu i Aloko go nie widzieli.
-Ciekawe, jak sie nazywa to miejce...-powiedziało lwiątko śledzące lekcję Aloko- był to Kali.
-Dzień dobry Kali-odezwał się kobiecy głos młodej kólowej Kiary.
-Mamo...
Gdy Kali się obejrzał Kovu i Aloko już nie było.'
-Chciałbym mieć takie lekcje...
- Ja też-odezwała się Sandrea, która była obok matki- Ładnie to tak podsłuchwać?
-Sandrea, Chce chociaż coś wiedzieć, jakby tata zmienił zdanie!
Kiara, Sandrea i Kali wyszli z Lwiej groty. Czekała ich tam niespodzianka. Zobaczyli lwa o brązowej grzywie, złotym futrze i o brązowych oczach.
-Kopa?-zapytała Kiara
-To na prawdę ty?-powiedziała Vitani, gdy przyszła.
-Tak. To ja.
Lwy i lwice ze stada przybywały. Przyszedł też Rafiki i Zazu.
- Kopa?-powiedział pawian i zaśmiał się ze szczęścią. Potem obiął Kopę.- Nareszcie wyrósł nam chłopak! Zazu! Zawołaj Simbę i Nalę! Ucieszą się!
Zazu zawołał Simbę i Nalę.
-Kopa?-zawołała Nala
-Tak mamo. To ja.
-Cieszę się, że tu jesteś Kopa!-zawołał Simba.
Odrazu Simba zwołał wszystkie zwierzęta, ogłaszając następującymi słowami:
- Mój syn Kopa, jestk nie został zabisy, lecz ciężko ranny. Zagubił się, lecz dziś wrócił!
Zwierzęta radowały się. Kiara zapomniała powiedzieć dzieciom, kim jest Kopa.
-Mamo?-Spytała się Sandrea.
-Tak córciu?-powiedziała królowa z uśmiechem na twarzy.
-Kim jest Kopa?
-To jest wasz wujek!
Kovu przedstawił dzieciom ich nowo poznanego wujka.
Rozdział I
Zwierzęta zbierały się na prezentację trzech lwiątek, dzieci Kiary i Kovu-Aloko-dziedzic tronu, Sandrea-jego młodsza siostra i najmłodszego z nich-Kalego. Aloko miał brązowe oczy, bródkę jak taka/skaza, i złotą sierść jak Kiara. Sandrea miała niebieskie oczy, brązową sierść i była bardzo podobna do swojej matki. Najmłodsze z lwiątek miało zielone oczy i pomarańczową sierść. Lwiątka były prezentowane oddzielnie, w kolejności od najstarszego do najmłodszego lwiątka. Przy prezentacji Aloko i Sandrey, słońce świeciło, zwierzeta radowały się i światło z nieba padało na lwiątka. Lecz przy prezentacji Kalego było inaczej, znacznie inaczej. Wszystkie zwierzęta odeszły, rozpętała się burza i pociemniało niebo mimo tego, że był ranek. Wszyscy myśleli, że młody ksiażę Kali, jest nowym Taką/Skazą, gdyż wyglądał identycznie. Nikt nie był z rodziny królewskiej zadowolony. Z rodziny królewskiej, brakowało jednego lwa. Pochodził z rodziny królewskiej, ale wszyscy o nim zapomnieli- Kopa. Chował się za wielkim kamieniem i widząc prezętacje Kalego zasmucił się ogromnie. Młody lew poszedł nie wiadomo gdzie ze spuszczonym łbem.